Szukamy sztuki w reklamie
Czy w reklamie jest miejsce na sztukę? Czy oglądając reklamę w telewizji, na stronach czasopism czy na miejskich bilboardach i plakatach możemy powiedzieć, że obcujemy ze sztuką? Jestem pewna, że pytając o to przechodniów na ulicy – ośmiu na dziesięciu powiedziałoby, że nie. I trudno się temu dziwić, tymbardziej że w Polsce reklama odbiega nieco od światowych trendów. W końcu reklama jest tą najbardziej pop, nastawioną na zysk, ale są fakty, które stają w obronie sztuki w reklamie, bo “dobra” reklama, która oprócz komercyjnego założenia przekazuje wyższe wartości, odwołuje się do naszej wrażliwości i zmusza do myślenia – to sztuka.
Znany i kontrowersyjny fotograf Oliviero Toscani wyznaje filozofię artystyczną, która głosi, że reklama to najskuteczniejszy sposób docierania do dużej liczby odbiorców, a że on sam jest artystą, to w jego reklamach nie może zabraknąć sztuki. Warto przy tej okazji zauważyć, że w wielu agencjach reklamowych pracują właśnie artyści i to oni są odpowiedzialni za kreacje wizualne i dźwiękowe. Czasem jednak ich artystyczne wizje nie mogą znaleźć miejsca w reklamie, bo “to się nie sprzeda”.
Wracając do Toscaniego, którego prace zawsze balansują na granicy sztuki, komercji i dobrego smaku – znaleźć można u niego bardzo wyraziste i inspirujące reklamy. Tyczą się one głównie społecznych akcji reklamowych i należą do tzw. shockvertisingu czyli reklamy szokującej, tak jak na przykład najnowsza reklama przeciwko anoreksji. Można zastanawiać się na ile wychudzone nagie anorektyczne ciało francuskiej aktorki na bilboardzie jest sztuką, a na ile ma tylko szokować. Sam autor porównuje obraz kobiety do “Krzyku” Edwarda Muncha.
Na ulicach Włoch za sprawą Toscaniego pojawiły się również zdjęcia nagich dzieci – chłopca, podpisanego “oprawca” i dziewczynki – “ofiara”. Reklama społeczna miała przeciwstawiać się przemocy wobec kobiet. Wzbudziła jednak bardzo dużo kontrowersji, ale właśnie dzięki temu nie przeszła bez echa.

Trzeba zauważyć, że najwięcej reklam docierających do najdalszych zakamarków duszy człowieka poświęconych jest akcjom społecznym i dzieje się tak na pewno dlatego, że to właśnie w ich sprawie ma się najwięcej do powiedzenia, a odbiorcy tego typu reklamy zawsze w jakiś sposób się do niej ustosunkują. Reklamy społeczne poruszają już samą swoją ideą i problematyką.
Bardzo sugestywną reklamę społeczną zaproponowała również agencja DDB we współpracy z Amnesty International. Na plakacie reklamującym maraton pisania listów w obronie kobiet przetrzymywanych w więzieniach widnieje fotografia czarnoskórej kobiety w czarnej chuście. Kobieta znajduje się za kratami. Zdjęcie podpisano “weź długopis i wypisz ją z więzenia”. Tak odziałuje sztuka.

Za sztuką w reklamie przemawiają również odbywające się od wielu lat festiwale filmów reklamowych – np. Międzynarodowy Festiwal Reklamy w Cannes, na którym co roku gromadzą się jurorzy i znawcy reklamy, by nagrodzić te najlepsze i najbardziej wartościowe. Na uwagę jurorów zasłużył plakat “Wolność słowa a Białorusi” przygotowany dla Amnesty International przez agencję Satchi&Satchi.
Odpowiednikiem festiwalu dla młodych twórców reklamy jest konkurs Young Creatives i tu wyróżnia się, nagrodzona złotym lwem, polska reklama prasowa “Pomóż im odnaleźć się na wojnie” przygotowana dla Czerwonego Krzyża przez agencję TBWA.

Znanym polskim konkursem reklamowym jest Festiwal Reklamy Kreatywnej Wizualia. Prezentowane są na nim m.in. tego typu filmy reklamowe:
Amnesty International – Bullet
Child Friendly Australia – Children See. Children Do.
Amnesty International-Signatures
Czy to jeszcze zwykła reklama, czy może już sztuka? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam każdemu z osobna, bo jest to pojęcie tak samo względne jak piękno, które odbieramy w bardzo różny sposób.

Papier, druk, rysunek na okładce – to pierwsze skojarzenia, które przychodzą mi do głowy, kiedy myślę o książkach od strony wizualnej. Ale od chwili, kiedy poznałam książki – dzieła sztuki, pomijam tu kwestię wartości treści, książki które samym wyglądem nie pozwalają o sobie zapomnieć, na które się patrzy i widzi się arcydzieło, w moim słowniku pojawiło się nowe sformułowanie – książki artystyczne. Można je nie tylko czytać, ale wpatrywać się w nie, dotykać i czuć ich chropowatość, wiotkość, zapach – po prostu doświadczać.



Anioł, jak podaje wikisłownik, to istota wyższa od człowieka, ale nie równa Bogu lub też inna definicja anioł – byt duchowy, który służy Bogu i na różne sposoby wspiera jego działania. Do tych definicji należałoby dorzucić jeszcze anioła jako wytwór wyobraźni ludzkiej, tak często przedstawianego w sztuce.

Są tacy, którzy już to zrobili i dzieje się to od ponad czterdziestu lat. Któż z nas nie chciałby choć przez moment poczuć się twórcą lub ewentualnie ingerować w dzieła artystów. Na przykład mieć wpływ na zakończenie książki czy filmu, móc zmieniać dźwięki w muzyce, czy też poczuć sztukę wystawianą w galeriach na własnej skórze. Nie tylko patrzeć/słuchać, ale działać/zmieniać.


Trzeba przyznać, że od czasów wynalezienia żarówki (wbrew powszechnemu przekonaniu, to nie Thomas Edison był pierwszy, uprzedził go Joseph Wilson Swan, który wyprodukował żarówkę używając jako włókno zwęglonego papieru, jednak nie osiągnął dzięki temu zbyt dobrej jakości światła) w branży oświetleniowej zmieniło się prawie wszystko, co więcej firmy zajmujące się oświetleniem wciąż posiadają nieograniczone złoża pomysłów, jak chociażby CeeLite. Proponuje bardzo nowatorski sposób oświetlenia wnętrz.

Ciekawe czy ten kto wpadł na pomysł nietypowego hodowania roślin myślał kiedykolwiek o tym, że to zajęcie stanie się kiedyś sztuką? Sztuką, która posiadać będzie odrębne style, której uczyć będą w szkołach, wykładać na uniwersytetach i która wreszcie stanie się uroczą ozdobą domów i mieszkań.

Kto by pomyślał, że można połączyć tak odległe od siebie zjawiska, jak poezję i komiks. Poezja – ta lekka i uduchowiona i komiks – ta prosta (“prymitywna”) historia w obrazkach, ale widać była taka potrzeba i mnie osobiście wydaje się, że to ciekawy wynalazek. Bo czy nie jest tak, że kiedy widzimy obraz natychmiast zaczynamy go nazywać i kojarzyć. 



Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz – to przysłowie wydaje się idealnie pasować do użytkowników łóżek Animi Causa. Firma projektowa z Izraela swoją nazwę zaczerpnęła z języka łacińskiego i podobnie jak wszystkie jej projekty, tak i nazwa jest niecodzienna i w pełni uzasadnia przydatność zaprojektowanych przez nią przedmiotów codziennego użytku- Dla spraw duchowych. Dla przyjemności.
