artstore.pl

Sztuka, artyści, idee

Archiwum Kwiecień, 2008

30 Kwiecień
0Comments

Szukamy sztuki w reklamie

Czy w reklamie jest miejsce na sztukę? Czy oglądając reklamę w telewizji, na stronach czasopism czy na miejskich bilboardach i plakatach możemy powiedzieć, że obcujemy ze sztuką? Jestem pewna, że pytając o to przechodniów na ulicy – ośmiu na dziesięciu powiedziałoby, że nie. I trudno się temu dziwić, tymbardziej że w Polsce reklama odbiega nieco od światowych trendów. W końcu reklama jest tą najbardziej pop, nastawioną na zysk, ale są fakty, które stają w obronie sztuki w reklamie, bo “dobra” reklama, która oprócz komercyjnego założenia przekazuje wyższe wartości, odwołuje się do naszej wrażliwości i zmusza do myślenia – to sztuka.

Znany i kontrowersyjny fotograf Oliviero Toscani wyznaje filozofię artystyczną, która głosi, że reklama to najskuteczniejszy sposób docierania do dużej liczby odbiorców, a że on sam jest artystą, to w jego reklamach nie może zabraknąć sztuki. Warto przy tej okazji zauważyć, że w wielu agencjach reklamowych pracują właśnie artyści i to oni są odpowiedzialni za kreacje wizualne i dźwiękowe. Czasem jednak ich artystyczne wizje nie mogą znaleźć miejsca w reklamie, bo “to się nie sprzeda”.

Wracając do Toscaniego, którego prace zawsze balansują na granicy sztuki, komercji i dobrego smaku – znaleźć można u niego bardzo wyraziste i inspirujące reklamy. Tyczą się one głównie społecznych akcji reklamowych i należą do tzw. shockvertisingu czyli reklamy szokującej, tak jak na przykład najnowsza reklama przeciwko anoreksji. Można zastanawiać się na ile wychudzone nagie anorektyczne ciało francuskiej aktorki na bilboardzie jest sztuką, a na ile ma tylko szokować. Sam autor porównuje obraz kobiety do “Krzyku” Edwarda Muncha.

Na ulicach Włoch za sprawą Toscaniego pojawiły się również zdjęcia nagich dzieci – chłopca, podpisanego “oprawca” i dziewczynki – “ofiara”. Reklama społeczna miała przeciwstawiać się przemocy wobec kobiet. Wzbudziła jednak bardzo dużo kontrowersji, ale właśnie dzięki temu nie przeszła bez echa.

Toscani Toscani

Trzeba zauważyć, że najwięcej reklam docierających do najdalszych zakamarków duszy człowieka poświęconych jest akcjom społecznym i dzieje się tak na pewno dlatego, że to właśnie w ich sprawie ma się najwięcej do powiedzenia, a odbiorcy tego typu reklamy zawsze w jakiś sposób się do niej ustosunkują. Reklamy społeczne poruszają już samą swoją ideą i problematyką.

Bardzo sugestywną reklamę społeczną zaproponowała również agencja DDB we współpracy z Amnesty International. Na plakacie reklamującym maraton pisania listów w obronie kobiet przetrzymywanych w więzieniach widnieje fotografia czarnoskórej kobiety w czarnej chuście. Kobieta znajduje się za kratami. Zdjęcie podpisano “weź długopis i wypisz ją z więzenia”. Tak odziałuje sztuka.

Reklama społeczna

Za sztuką w reklamie przemawiają również odbywające się od wielu lat festiwale filmów reklamowych – np. Międzynarodowy Festiwal Reklamy w Cannes, na którym co roku gromadzą się jurorzy i znawcy reklamy, by nagrodzić te najlepsze i najbardziej wartościowe. Na uwagę jurorów zasłużył plakat “Wolność słowa a Białorusi” przygotowany dla Amnesty International przez agencję Satchi&Satchi.

wolność słowa na Białorusi

Odpowiednikiem festiwalu dla młodych twórców reklamy jest konkurs Young Creatives i tu wyróżnia się, nagrodzona złotym lwem, polska reklama prasowa “Pomóż im odnaleźć się na wojnie” przygotowana dla Czerwonego Krzyża przez agencję TBWA.

Pomóż im odnaleźć się na wojnie

Znanym polskim konkursem reklamowym jest Festiwal Reklamy Kreatywnej Wizualia. Prezentowane są na nim m.in. tego typu filmy reklamowe:

Amnesty International – Bullet

Child Friendly Australia – Children See. Children Do.

Amnesty International-Signatures

Czy to jeszcze zwykła reklama, czy może już sztuka? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam każdemu z osobna, bo jest to pojęcie tak samo względne jak piękno, które odbieramy w bardzo różny sposób.

pisząc ten tekst natrafiłam na bardzo ciekawe forum dotyczące sztuki w reklamie – zapraszam:
http://www.osiol.net/index.php?showtopic=31426
29 Kwiecień
0Comments

Książka – małe dzieło sztuki

Papier, druk, rysunek na okładce – to pierwsze skojarzenia, które przychodzą mi do głowy, kiedy myślę o książkach od strony wizualnej. Ale od chwili, kiedy poznałam książki – dzieła sztuki, pomijam tu kwestię wartości treści, książki które samym wyglądem nie pozwalają o sobie zapomnieć, na które się patrzy i widzi się arcydzieło, w moim słowniku pojawiło się nowe sformułowanie – książki artystyczne. Można je nie tylko czytać, ale wpatrywać się w nie, dotykać i czuć ich chropowatość, wiotkość, zapach – po prostu doświadczać.

Anatol Girs i “Byliśmy w Oświęcimiu”

Wybitny grafik wpadł na pomysł oprawienia książki w pasiaki pochodzące z oryginalnych ubrań więziennych. Na okładce widniał czerwony trójkąt, jako znak przestępcy politycznego, z literą”P” i numerem obozowym. Przez okładkę niektórych egzemplarzy został przeciągnięty drut kolczasty, a swój własny egzemplarz Anatol Girs oprawił w skórę z płaszcza esesmana.
Książka zawiera opowiadania Janusza Nel Siedleckiego, Krystyna Olszewskiego i Tadeusza Borowskiego.

Maciej Jabłoński i unikalny “Czas dla siebie”

Książka niezwykła nie tylko ze względu na okładkę, która natychmiast przykuwa uwagę, ale również za sprawą pomysłu na zawartość. Czytelnik może zadumać się nad treścią i dzięki lusterkom, umieszczonym na kartach książki, spojrzeć na siebie z nieco innej perspektywy.

Maciej Jabłoński

Camilla Brodersen i “Śmierć nas nie rozdzieli”

“Telefon może być mostem rozpiętym w przestrzeni, ale most może także być przerzucony przez tysiąclecia. Mając książkę w ręce możesz usłyszeć łagodne, pełne miłości słowa wypowiedziane wieki temu. Książka czyni cię nieśmiertelnym. Między stronami żyjesz i śpiewasz na zawsze.
Dlatego mój drugi obiekt jest książką telefoniczną – książka jest środkiem komunikacji (stąd ten fragment telefonu) pokonującym barierę czasu. Książka czyni cię ”nieuchwytnym” w czasie i daje ci możliwość podróżowania w czasie – przynajmniej do pewnego stopnia.”

Marek Gajewski i “457 dni i nocy”

Teksty Krzystofa Kamila Baczyńskiego zostały umieszczone w unikalnej skrzyneczce, do której artysta przymocował dwa kawałki pękniętej cegły. Wewnątrz książki umieścił natomiast trzy cegły. Dwie z nich owinięte zostały w zadrukowany wierszami papier, trzecią przeplata czarna linka w kształcie krzyża.

Renata Pacyna-Kruszyńska i “Ten, który spada”

“Mrożkowskie spadanie jest groteskową metaforą przemijania w czasie. Towarzyszy mu całe spektrum emocji, poczynając od niepewności po chęć zatrzymania procesu i związane z tym lęk i agresja. Bohater obserwuje reakcje innych spadających, nieświadomych procesu lub go ignorujących, rozpaczliwie próbujących wyzwolić się z niego lub po prostu obojętnych. Swoistym kuriozum na tym tle jest masa ludzka zbita w gigantyczną kulę, gdzie ludzie odwróceni ku jej środkowi nie rejestrują procesu spadania.
Całość tekstu utrzymana jest w tak charakterystycznym dla Mrożka tonie kpiny, ironicznego, wnikliwego ale i ciepłego, zabawnego komentarza rzeczywistości i ludzkiej kondycji.
Forma pracy, gdzie kolejne nawarstwiające się płaszczyzny tekstu kreują w przestrzeni (zależnie od interpretacji) kulę lub rodzaj leja, z jednej strony jest dosłowną interpretacją pojawiającej się w opowiadaniu kuli, z drugiej opowiada o wpadaniu w otchłań. Nazwisko autora i tytuł zostały tu wykorzystane jako element kontrastowy do kuli. Kruchy odcinek tekstu mający lada moment ulec destrukcji poprzez zderzenie z tekstem opowiadania.”

Jaka szkoda, że tego typu książki nie leżą na półkach w miejskich bibliotekach czy księgarniach. Pozostaje nam jedynie urokliwy zapach świeżo wydrukowanej książki, pożółkłe stronice, pamiątki zostawione między stronami albo też zapiski innych czytelników.

gorąco polecam http://2006.bookart.pl/
oraz
http://www.book.art.pl/

28 Kwiecień
0Comments

Maria Smolak – artystka od aniołów

Maria Smolak - aniołAnioł, jak podaje wikisłownik, to istota wyższa od człowieka, ale nie równa Bogu lub też inna definicja anioł – byt duchowy, który służy Bogu i na różne sposoby wspiera jego działania. Do tych definicji należałoby dorzucić jeszcze anioła jako wytwór wyobraźni ludzkiej, tak często przedstawianego w sztuce.

Swoje wyobrażenie aniołów posiada również Maria Smolak. Z zawodu jest pianistką, przez wiele lat prowadziła Galerię “Ornament” na Rynku Głównym w Krakowie i od tego też rozpoczęła się jej historia z malarstwem, rzeźbą i aniołami.

Jej anioły są najbardziej naturalne z naturalnych. Wykonane są z materiałów, które znaleźć można wszędzie – w lesie, na plaży, w parku czy na ulicy. Do stworzenia anioła Maria Smolak wykorzystuje bowiem drewno pozyskane z płotów, drewutni, stodół, kamienie, sznurki, parciane worki i jak sama mówi

“anioł może być dotknięty kornikiem, wiekową stęchlizną, a wręcz może się rozsypywać ze starości.”

Maria Smolak - anioł

Maria Smolak - anioł

Wszystko to sprawia, że anioły nabierają niezwykłości, bo każda ich część istniała gdzieś kiedyś w przyrodzie. Każdy jest przy tym unikalny i jedyny w swoim rodzaju, zwłaszcza, że artystka obdarza je magiczną mocą i dobrą energią, bo uważa, że “ważne jest, aby każdy odnalazł swojego anioła. Znalazł z nim wspólny język”. Może dlatego anioły Marii Smolak cenione są na całym świecie i fruwają w domach w Meksyku, Francji, Kanadzie, Szwecji i we Włoszech.

jeśli chcesz zapoznać się z autorską galerią Marii Smolak zapraszam na:

www.arsangelica.com

25 Kwiecień
0Comments

Pozwólmy widzowi wpływać na sztukę

Ram - Marek MielnickiSą tacy, którzy już to zrobili i dzieje się to od ponad czterdziestu lat. Któż z nas nie chciałby choć przez moment poczuć się twórcą lub ewentualnie ingerować w dzieła artystów. Na przykład mieć wpływ na zakończenie książki czy filmu, móc zmieniać dźwięki w muzyce, czy też poczuć sztukę wystawianą w galeriach na własnej skórze. Nie tylko patrzeć/słuchać, ale działać/zmieniać.

W filmie po raz pierwszy na interakcję widza pozwoliła Lynn Hershman. Był rok 1984 – widzowie, którzy mieli okazję zapoznać się z interaktywną instalacją wideo przyglądali się bohaterce filmu – Lornie. Lorna to pozbawiona kontaktu z ludźmi kobieta. Jej jedyną formą rozrywki jest telewizor i władza jaką nad nim posiada – pilot. Podobny pilot był wręczany widzowi, który mógł wybierać za jego pomocą przedmioty znajdujące się w mieszkaniu Lorny, zmieniając dowolnie swój punkt widzenia. Każdy wybór prowadził do rozbudowy. Historia Lorny trwała.

Lorna

Innym pomysłem tej samej autorki był Room of One’s Own z 1993 roku, który pozwalał na patrzenie do wnętrza pracy. Lynn Hershman pisze o tym tak:

“Ruchy oka widza/voyeura pobudzają do działania komputer i odtwarzacz wideo. W pracy tej można odnaleźć odniesienia do wczesnych peepshows, jak również do poglądów na temat kształtowania się osobowości kobiecej. Widz/voyeur zagląda do niewielkiej skrzyneczki, w której zaaranżowano scenę o układzie sypialni. Maleńka kamera przetwarza ruchy oka na sygnał cyfrowy, przekazuje go do komputera, który uaktywnia odpowiednie fragmenty filmowe. Oczywiście praca ta mówi nie tylko o oglądactwie, ale porusza także kwestię reakcji człowieka na fakt, że jest obserwowany. W pokoju umieszczono kilka przedmiotów: łóżko, aparat telewizyjny, stół i telewizor. Patrzenie na każdy z nich wywołuje odtworzenie innego modułowego fragmentu wideo. Room of One’s Own został również zaprojektowany tak, żeby za pomocą czujników umieszczonych pod dywanem, na którym się stoi, reagował na fizyczną obecność widza. Dźwięki i słowa przenikają do otoczenia i jak syreny prowokują odpowiedzi. Także obraz oka widza został umieszczony w obrębie instalacji, na ekranie telewizora w miniaturowym pokoju, czyniąc tym samym widza/voyeura wirtualnym uczestnikiem oglądanej sceny”

Polska twórczość interaktywna to np. environment (czyli sztuka otoczenia) “Lovers Leap” Mirosława Rogali. Widz ogląda ruchome krajobrazy Chicago, tak jakby znajdował się właśnie na moście nad rzeką. To widz decyduje o tym, co zobaczy, a co pominie.

Znacznie większe pole do “popisu” dają happeningi, czyli działanie w sztuce. Zapoczątkował je Allan Kaprow. W 1959 roku w galerii Reuben w Nowym Jorku zaproponował widzom “18 Happenings in 6 Parts”. Akcja polegała na kierowaniu działaniem widzów. Kaprow dawał gościom wskazówki jak mają się poruszać, dzięki czemu mogli doświadczyć zaaranżowanych sytuacji, w których kobieta wyciskał pomarańcze, artyści malowali obraz, grupa muzyków dawała koncert odegrany na dziecinnych instrumentach.

Z kolei Tadeusz Kantor zafundował widzom “Linii podziału” niemałe zaskoczenie, kiedy zauroczeni muzyką i ruchem spostrzegli, że dwóch ludzi właśnie zamurowało drzwi wyjściowe. Kantor rzucił hasło “sytuacja jest bez wyjścia”

W malarstwie też pojawił się interakcjonizm. Przykład może stanowić chociażby Yves Klein i jego paryskie „Antropometrie” z 1960 roku. Artysta na oczach widzów tworzył obrazy za pomoca “żywych pędzli”, którymi były modelki pomalowane farbą.

I rzeźba – Lars Ramberg stworzył trzy formy – nieczynne toalety-kontenery na monety, pomalowane na niebiesko, biało i czerwono, z hasłami rewolucji francuskiej wypisanymi na dachach – Liberté, fraternité, egalité.

Sztuka interaktywna wśród wielu wywołuje kontrowersje, wzbudza sprzeciw i uznawana jest za sztukę dla sztuki lub przerostem formy nad treścią, inni natomiast się nią zachwycają, nie ulega jednak wątpliwości, że tego typu zjawiska służą rozwojowi sztuki. Ustosunkujmy się do niej i my.

wszystkich, których zaciekawił powyższy tekst zapraszam na:

http://www.medienkunstnetz.de/works/lorna/ – “Lorna” http://labfiz.uwb.edu.pl/ptf/echa/w_siwak/audiosfera/rogala/egarden.html – Elektroniczny Ogród Mirosława Rogali
http://www.fil.us.edu.pl/film-i-media/zawoj/PZsztint.html – ciekawy tekst “O sztuce interaktywnej”

24 Kwiecień
1Comment

Oświetlenie z metra cięte

panele świetlneTrzeba przyznać, że od czasów wynalezienia żarówki (wbrew powszechnemu przekonaniu, to nie Thomas Edison był pierwszy, uprzedził go Joseph Wilson Swan, który wyprodukował żarówkę używając jako włókno zwęglonego papieru, jednak nie osiągnął dzięki temu zbyt dobrej jakości światła) w branży oświetleniowej zmieniło się prawie wszystko, co więcej firmy zajmujące się oświetleniem wciąż posiadają nieograniczone złoża pomysłów, jak chociażby CeeLite. Proponuje bardzo nowatorski sposób oświetlenia wnętrz.

Nie lampki, nie żyrandole, nie kinkiety, a zupełnie płaskie, niczym karta papieru, panele świetlne. Można zwijać je w rulon lub formować w inny sposób, zawieszać na ścianie w dowolnym rozmiarze, “tapetować” nimi mieszkanie, kłaść na podłogę zamiast dywanu, wyłożyć sobie nimi sufit i cieszyć się oryginalnością pomysłu i jego funkcjonalnością.

panele świetlne panele świetlne

Ekrany świetlne tego typu zużywają 4 waty mocy na 0,09 metra kwadratowego powierzchni, są bardzo płaskie i mogą przybrać dowolne rozmiary.

spragnionych szczegółów zapraszam na stronę producenta: www.ceelite.com
23 Kwiecień
0Comments

Bonsai – gnij drzewko póki młode

Ciekawe czy ten kto wpadł na pomysł nietypowego hodowania roślin myślał kiedykolwiek o tym, że to zajęcie stanie się kiedyś sztuką? Sztuką, która posiadać będzie odrębne style, której uczyć będą w szkołach, wykładać na uniwersytetach i która wreszcie stanie się uroczą ozdobą domów i mieszkań.

Chociaż bonsai kojarzy się większości z nas z Japonią, to swój początek wzięło z Chin, ale to Japończycy udoskonalili i rozwijali jej hodowlę. W bardzo dawnych czasach sztukę tę uprawiali wyłącznie ludzie wysoko urodzeni i dopiero od wieku siedemnastego mogli doświadczyć jej także zwykli ludzi.

Nauka bonsai głosi, że do hodowli powinno wybierać się te gatunki drzew i krzewów, które posiadają zdrewniałe pędy. Najbardziej popularne i cenione w sztuce bonsai są drzewa i krzewy uważane za długowieczne, czyli dęby, cisy, jałowce i sosny.

Oczywiście można samemu pokusić się o wyhodowanie takiej żywej ozdoby mieszkania czy ogrodu, choć jest to niezwykle trudne i wymaga wiele dyscypliny i umiejętności, ale znacznie prościej jest zaopatrzeć się w już ukształtowane drzewko u profesjonalnych hodowców, a kupując zwrócić uwagę na walory estetyczne bonsai i na wnętrze, dla którego ma być ozdobą.

22 Kwiecień
0Comments

Co to jest poemiks?

Kto by pomyślał, że można połączyć tak odległe od siebie zjawiska, jak poezję i komiks. Poezja – ta lekka i uduchowiona i komiks – ta prosta (“prymitywna”) historia w obrazkach, ale widać była taka potrzeba i mnie osobiście wydaje się, że to ciekawy wynalazek. Bo czy nie jest tak, że kiedy widzimy obraz natychmiast zaczynamy go nazywać i kojarzyć.

W takim razie poezja w poemiksie (bo tak nazywa się nowe zjawisko) jest właśnie tego typu skojarzeniem, jest myślą poczynioną na temat obrazu lub odwrotnie – obrazem zainspirowanym przez słowo. Poemiksy raz przechylają się w stronę słów, a raz w stronę graficznej kompozycji – komiksu.

Twórcą pierwszego poemiksu jest hiszpański artysta Alvaro De Sa (1991 tomik “Poemics (a comics meta language)”), natomiast w Polsce poemiksy pojawiły się za sprawą dr Piotra Szreniawskiego z Lublina, a rozsławił je Norbert Rybarczyk – autor komiksów, rysownik, ilustrator.

Pomysł łączenia komiksów z poezją spodobał się polskim twórcom na tyle, by powstać mogła papierowa wersja poemixu “Na śniegu szkarłatne plamy” Daniela Gizickiego. Przedstawia on narciarza i jego dzień na stoku. Nie byłoby w tym może nic interesującego, gdyby nie to, że obrazki komiksu zostały opatrzone dobrymi poetyckimi tekstami.

http://komiksyinietylko.blox.pl/htmlwersja elektroniczna “Na śniegu szkarłatne plamy”
http://poemiksing.blox.pl/htmlblog poświęcony poemiksom
20 Kwiecień
0Comments

Kolor – przyjaciel czy wróg?

Czy wiesz, że to nie przypadek, że podobają nam się takie, a nie inne kolory – być może to nawet nie jest kwestia gustu, ale naszego temperamentu i usposobienia. Choć i do tego stwierdzenia należy podejść z lekkim sceptycyzmem. Powiedz mi jaki kolor lubisz, a powiem ci kim jesteś – nie zawsze funkcjonuje.

Mimo wszystko kolory w naszym otoczeniu powinniśmy dobierać po rozważnym przemyśleniu sprawy, aby nie zdarzyła się sytuacja, że widząc efekt końcowy malarzy – pomalowane ściany – we własnym mieszkaniu czulibyśmy się dziwnie i obco. Czym w takim razie kierować się w doborze kolorystki wnętrza?

Tą sprawą zajęli się nawet naukowcy, przeprowadzając wiele badań i tak wiadomo już, że czerwień jest w stanie podwyższyć ciśnienie krwi, kiedy patrzy się na nią przez kilka minut, przyspieszyć akcję naszego serca i oddychania (wydawać mogłoby się, że to ulubiony kolor choleryków), błękit potrafi stymulować akcję mózgu, obniżając możliwości naszego ciała – w tym puls i oddech (w sam raz dla melancholików), zieleń może wspomóc relaksację i złagodzić negatywne emocje (wybierają ją flegmatycy), stąd mówi się o kojących właściwościach zieleni, żółty natomiast wpływa na poprawę nastroju i tak, jak słońce niesie ze sobą wiele optymizmu (wybór sangwiników).

Biorąc pod uwagę te informacje można zatem wywnioskować, że psychologia koloru zaleca używanie jaskrawych barw do pomieszczeń, w których powinniśmy być aktywni, np. kuchnia czy jadalnia, gdzie czerwony lub pomarańczowy kolor podnosiłby nasz apetyt i pobudzał nasze zmysły. Należałoby unikać ich w sypialni, łazience lub w miejscach przeznaczonych do wypoczynku i wyciszenia się. Tu idealne okazać mogłyby się kolory pastelowe – błękit, zieleń lub zimne odcienie barw – kremowy, beżowy, jasny fiolet, chłodna malina.

pokój i cisza w sypialni                                                              relaks w łazience
ożywienie w kuchni                                                                       ciepło salonu

Oczywiście do tego wszystkiego dochodzą jeszcze właściwości pomieszczeń – tego czy pokój jest na tyle duży, by potraktować go ciemniejszym kolorem, czy też należy go optycznie zwiększyć jasną barwą, czy dochodzi do niego odpowiednia ilość światła dziennego, czy też jakie meble planujemy w nim umieścić.

Każde nasze działanie i eksperymentowanie z kolorem powinno być zatem poprzedzone pytaniem „co chcę osiągnąć”.

Po szczegółowe informacje zapraszam do książki Gizeli Waserman „Kolor we wnętrzu”
18 Kwiecień
0Comments

Łóżko każdego dnia inne

Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz – to przysłowie wydaje się idealnie pasować do użytkowników łóżek Animi Causa. Firma projektowa z Izraela swoją nazwę zaczerpnęła z języka łacińskiego i podobnie jak wszystkie jej projekty, tak i nazwa jest niecodzienna i w pełni uzasadnia przydatność zaprojektowanych przez nią przedmiotów codziennego użytku- Dla spraw duchowych. Dla przyjemności.

Łóżko Animi Causa zostało stworzone według nietypowego pomysłu zaczerpniętego z molekularnej budowy atomów, posiada też nietypowe możliwości użytkowania. Materac wykonany ze stu dwudziestu miękkich kul pokrytych delikatną tkaniną można formować w dowolny sposób według uznania – raz otrzymując finezyjną kanapę z oparciem, innym razem łóżko z przykryciem. Trudno powiedzieć jednak czy “mebel” ten należy do wygodnych, chociaż producent podkreśla fakt, że kształt kuli pozwala doskonale dopasować się materacowi do ciała użytkownika, jednak uniwersalizmu z całą pewnością odmówić mu nie można.

po bliższe informacje udać się można na: www.animicausa.com
16 Kwiecień
0Comments

Krzysztof Iwin i jego związki z…

Krzysztof Iwin "Biedronka"

…z malarstwem, projektowaniem biżuterii i muzyką łączy go bardzo wiele. Krzysztof Iwin jest absolwentem gdańskiej ASP, studiował w II Pracowni Malarstwa prof. Macieja Świeszewskiego oraz w I Pracowni Projektowania Architektury Wnętrz prof. Andrzeja Pniewskiego.

Jego obrazy wykonane w technice akrylowej i olejnej oraz rysunki głęboko wdzierają się do psychiki oglądającego, a wszystko za sprawą niezwykłej łatwości artysty do oddziaływania na odbiorcę poprzez kolorystykę i emocje bohaterów obrazów. Są niemalże wypisane na ich twarzach i kiedy się na nie patrzy, widzi się swoiste studium postaci – smutek, nostalgia, złość, przygnębienie, tęsknota, które wzbudzają dokładnie takie same uczucia w odbiorcy. I chociaż postacie patrzące na nas z obrazów i rysunków Iwina są wymyślone, nierealne, nieistniejące a przez to odległe, stają się bliskie i nie można przejść obok nich obojętnie. Ich dramaty dotykają widza, w ich twarzach snują się historie, a to sztuka.

Podobnie jak biżuteria ceramiczna wykonana w technologii malarstwa naszkliwnego (farby naszkliwne wypalane są w atmosferze utleniającej w temperaturze ok. 900°C – 1000°C, na podobraziach z wypalonej i szkliwionej gliny).

Krzysztof Iwin "Kuchenka"

Oczywiście wiadome jest, że są gusta i guściki i to, co oddziałuje na mnie, nie musi mieć wpływu na Ciebie, dlatego zachęcam do obejrzenia prac Iwina, posłuchania jego muzyki i sprawdzenia jakie uczucia wywołują w Tobie pełne wyrazu twarze i kompozycje muzyczne. To naprawdę bardzo ciekawe doświadczenie.

Z twórczością Krzysztofa Iwina możesz zapoznać się na:
http://iwin.artist.pl/index.php?go=muzyka MUZYKA
http://galeria-brama.art.pl BIŻUTERIA i MALARSTWO