Życie w szklanej kuli

Na całym świecie w sklepach z zabawkami i upominkami kupić można różne figurki (Świętego Mikołaja, żołnierzyków, lalek, pajacyków) zamknięte w szklanych kulach i otoczone wodą. Nigdy nie zastanawiałam się kto tworzy tego typu rzeczy, a już na pewno nie myślałam nigdy o pomysłodawcach do wnętrz takich kul, jak o artystach. Aż do dziś, kiedy to natrafiłam na twórczość Waltera Martina i Palomy Muñoz.
Dwójka artystów – rzeźbiarzy, wielokrotnie przedstawiających na wystawach swoje instalacje artystyczne i galerie, pewnego razu postanowiła zamknąć w szklanym abstrakcyjnym świecie życie ze snów – nie do końca więc realne, często tragiczne i niczym z koszmarów. Czytaj więcej…

Nie czytałam zbyt wielu tego typu książek, ale doskonale pamiętałam jak bardzo przypadły mi do gustu dzieje Robinsona Cruzoe. Wiedziona chęcią przeniesienia się w dalekie strony świata postanowiłam przeczytać o losach pierwszej w świecie kobiety, która wzięła udział w konkwiście Nowego Świata.
Współcześni artyści uwielbiają szokować i zaskakiwać. Jedni sięgają po symbole religijne w różnych dziwnych kontekstach, inni po ciała zwierząt i ludzi – wszystko to (podobno) dla sztuki i przez sztukę. Levi van Veluw “sieje” trawę i sadzi drzewa na swoich włosach, a na głowach modelów tworzy gruzowiska i skład drewna. Po co? Dla siebie.
Był czas, kiedy te małe plastikowe laleczki ze zginanymi nogami, ładnymi twarzami i włosami chciała mieć każda dziewczynka, a zabawkę Ruth Handler można było kupić tylko w Pewexie. Dziś lalkę Barbie spotkać można w każdym sklepie z zabawkami. Jedni uznają ją za szczyt kiczu i ikonę kultury masowej, inni wspominają z sentymentem długie zabawy z nią w roli głównej.
Patrzyłam na okładkę tej książki wiele razy i za każdym razem widziałam po prostu czerwone serce – symbol miłości, do tego tytuł “Tektonika uczuć” – pomyślałam – będzie o miłości słowami mądrego pisarza Erica-Emmanuela Schmitt’a. Dopiero kiedy przeczytałam ostatnią stronę książki raz jeszcze zerknęłam na serce. Serce okazało się być wykonane z zapałek zakończonych czerwoną siarką.
Zawsze podziwiałam zegarmistrzów i ich sprawne dłonie, które z precyzją chirurga potrafią umieszczać maleńkie elementy w niewiele większym zegarku. Do tego wiedza z zakresu metalurgii, ślusarstwa, stolarstwa, elektroniki i tworzyw. Ten zawód po dziś dzień ma dla mnie w sobie coś magicznego, a gdy przyglądam się zegarkom Haruo Suekichi’ego wydaje mi się, że zatrzymał się w nich czas i koncepcje Juliusza Verne.
Pan Aleksander Świętochowski napisał kiedyś, że świat nie może sobie wyobrazić, ażeby z drobnych ustek niewieścich mogły wychodzić inne dźwięki, jak tylko pieszczota i pokora, krytycy z kolei często sięgają po określenie “literatura menstruacyjna” (lub łagodniejsze – literatura kobieca), aby nazwać nim twórczość kobiet. Ekshibicjonistyczną, nadmiernie emocjonalną, sprowadzającą wiele spraw do cielistości i fizjologii. Zdaje się jednak, że to stereotyp, jak wiele innych zakorzenionych w ludzkich (nie tylko męskich) umysłach.
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny i pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny – gdy za oknem pada, zawsze nasuwają mi się na myśl piękne rytmiczne słowa Leopolda Staffa recytowane kiedyś w liceum. Coraz częściej mamy okazję odczuć, że to już jesień, a na ulicach szaro, jakby przeszedł przez nie szatan smutny śmiertelnie i zmienił je w straszną, okropną pustelnię… Do tego jeszcze czarne parasole z połamanymi drutami.
Co łączy ze sobą Rafała Wojaczka, Sylvię Plath, Edwarda Stachurę i Tadeusza Borowskiego? Żadne z nich już nie żyje – to pewne. Dodatkowo w życiu każdego z nich bardzo liczyło się słowo – wszyscy byli poetami, jednak najbardziej połączyła ich śmierć. Śmierć na własne życzenie.