Imię książki
O tym jak słowa wpływają na wyobraźnię nie trzeba dużo pisać, a jak wyobraźnia oddziaływuje na marzenia – warto. Na pewno wszyscy pamiętamy film lub książkę “Imię róży” – pełne tajemnicy opactwo benedyktynów, a w nim wielka biblioteka z hebanowymi regałami, światło zakradające się między zakurzone, pożółkłe stronice pięknie oprawionych książek, unoszący się zewsząd zapach starego druku i poczucie, że jest to miejsce magiczne, w którym zamknięto miliony ludzkich myśli, dusz, przeżyć, historii. Zawsze kiedy myślę o bibliotece z prawdziwego zdarzenia przed oczami staje mi taki właśnie obraz, a z nim marzenie o własnym pokaźnym księgozbiorze. Skórzane oprawy, pozłacane zdobienia, wytłoczona czcionka, specyficzny zapach i kolor papieru. Czytaj więcej…


Bardzo lubię elegancko i estetycznie wydane książki, mam wtedy nieodparte wrażenie, że obcuję z czymś bardzo wartościowym i godnym szacunku, o ile oczywiście w parze z wydaniem idzie treść – nie ma więc mowy o jedzeniu, czy popijaniu podczas czytania, nawet jeśli rzecz tyczy się książki poświęconej harmonii smaków i wina.
Nie da się ukryć, bo wszystkie znaki na niebie i ziemi (tv, gazety, radio i sklepy) na to wskazują, że już jutro w ruch pójdą czerwone róże, sercowe maskotki, zakochane kartki, czekoladki i inne walentynkowe “symbole” miłości, a sprzedawcy, jak co roku zrobią na tym wszystkim niemały interes. Jakkolwiek by nie mówić o tym dniu – ustami jego przeciwników lub zwolenników, miłość od zawsze była wdzięcznym tematem – także dla sztuki.
Pamiętam, jak dziś zadanie, które zleciła swoim studentom Romualda Terenc-Pawliczak (zainteresowana muzykoterapią w medycynie i edukacji), prosząc, by każdy zastanowił się nad swoją wrażliwością muzyczną. Jako wyznacznik podała cechy, które powinny być spełnione, by móc powiedzieć o sobie – mam wrażliwość muzyczną wyższego rzędu. Ciekawa sprawa. Z pewnością cechy te charakteryzują również ogólnie pojętą wrażliwość na sztukę, a pytanie o nie, postawione napotykanym na ulicy przechodniom, mogłoby wyjaśnić dlaczego prawdziwa sztuka nie jest aż tak popularna, jak rozrywka, czy wszechobecny kicz.
Kiedy sięgałam na swoją książkową półkę po “Przeproś. Przewodnik gracza”, mając do dyspozycji kilka innych ciekawych tytułów, nie miałam jeszcze pojęcia kim jest autor, którego nazwiska za żadne skarby nie mogę zapamiętać i dlaczego na okładce widnieje taki tajemniczy znak.
- Witam Pana, chciałoby się napisać na przywitanie coś bardziej oryginalnego i zaskakującego, zwłaszcza, że mam do czynienia z człowiekiem o bardzo świeżych i nietuzinkowych myślach, no ale cóż. Proszę mi powiedzieć czy z Pana liter coś wynika, „kwiat, jemioła albo złamana łodyżka”?