Dziewczyna na każdy dzień
Sięgnęłam kilka dni temu po “Dziewczynę na każdy dzień”. Zwabił mnie ten niejednoznaczny tytuł, bo autorki – Camilli Morton – niestety nie kojarzyłam zupełnie (choć dla wielu jest znana jako twórczyni bestselleru “Jak chodzić na wysokich obcasach”). Dziewczyna na każdy dzień inna (tu wersja zupełnie męska)? Czy może dziewczyna tak wspaniała i uniwersalna, że aż na każdy dzień? Teraz już wiem. Czytaj więcej…
Mówi się, że diabeł tkwi w szczegółach i potwierdzają to krytycy sztuki – ludzie, którzy wnikliwym okiem przyglądają się różnym dziełom, często koncentrując się na detalach właśnie – niedociągnięciach i błędach. A co jeśli dane dzieło nie ma szczegółu i całe w sobie jest jednym wielkim ogółem tak, jak w przypadku obrazów Rafała Karcza.
I ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Reguła standardowa i goście i świadkowie i długi czerwony dywan i Marsz Mendelsona – wszystko standardowo, ale gdyby ktoś chciał się bardzo wyróżnić, nie tylko tego dnia, ale każdego następnego, to może zainteresować się śrubnymi obrączkami, wtedy na pewno już nikt z małżeństwa się nie wykręci.
Jakbyście zareagowali na tego typu słowa: Słuchaj. Będę teraz twoim bogiem. Pozwól, że zabiorę cię w podróż poza kres twej wyobraźni. Pozwól, że opowiem ci historię. Ja na to poszłam, zwłaszcza, że ciekawe historie i zgłębianie nieznanych kultur (jako Europejski czytelnik) uwielbiam. Zamknęłam oczy i pozwoliłam, by Rabih Alameddine stał się bogiem bohaterów, który tworzy i niszczy, by prowadził mnie krętymi ścieżkami porządnych słów, uwodził tajemniczymi opowieściami i mistrzostwem mowy, bo w końcu każdy ma swoją opowieść, każda opowieść ma swojego mistrza.
Są w naszych księgozbiorach pozycje, po które sięgamy, jako ostatnie, bo wszystko inne zostało już przeczytane, więc może by tak… Do tego typu książek należała, w moim przypadku, lektura
Co prawda nie należę do osób zachwycających się w kinie efektami specjalnymi, zwłaszcza tymi z gatunku science fiction, ale coraz bardziej przekonuję się do nieposkromionych pokładów wyobraźni reżyserów, scenarzystów i grafików, a to za sprawą nowego i głośnego ostatnio filmu James’a Cameron’a – “Avatar”.