Żywe pamiątki
Pomniki wznoszone na cześć, pomniki z okazji, pomniki i rzeźby dla ozdoby, czy rzeźby upamiętniające zawsze przyciągają uwagę turystów i aż proszą się o sfotografowanie. Zimne, nieczułe, czasem przypominające lub nie dające zapomnieć, ale szczęśliwie ktoś wpadł na pomysł, że pomniki mogą zacząć żyć własnym życiem. Jednym z pomysłodawców stał się na przykład arcybiskup Sławoj Leszek Głódź, proponując (jako honorowy obywatel Warszawy) wzniesienie mosiężnej rzeźby kapeli podwórkowej, która wygrywałaby przechodniom warszawskie szlagiery. Czytaj więcej…
Któż z nas nie pamięta pewnych zapachów z dzieciństwa, które mimo upływu lat wciąż mieszczą się w pamięci – np. świeżo skoszonej przez dziadka trawy, poziomek zrywanych w lesie, gumy Donald, starych mebli babci, wiejskiego wakacyjnego poranka, snopków zboża, mleka prosto od krowy? Niesamowite jest to, że gdy tylko o tym pomyślimy od razu czujemy też wirtualny zapach. Może dzięki tym zapachowym wspomnieniom zrodził się pomysł na coś więcej niż tylko obraz i dźwięk. Na coś więcej niż tylko trójwymiar.
Czasem w poszukiwaniu konkretnych informacji można znaleźć w sieci „rzeczy” dziwne – ciekawe, ciekawsze, najciekawsze. Do tych trzecich z pewnością należy zjawisko, na które się natknęłam, a mianowicie hodowla zabawek. Czytamy tam – dzięki wytężonej pracy naszych hodowców dostarczamy starannie dobrane, świeże i egzotyczne odmiany winylu, o każdej porze roku, prosto do domu.
Klątwa – ta rzucana na kogoś przez kogoś, przynosząca wiele szkód, nieodwracalna i czarnomagiczna, ta, w której moc bardzo kiedyś wierzono i w którą niektórzy wierzą i dziś. Mówi się także o przeklętych poetach i artystach, gdzieniegdzie powtarzana jest historia „Płaczącego chłopca” i przeklętych wytworów rąk ludzkich przynoszących nieszczęście na właścicieli. A podobno wszystko zaczęło się od klątwy rzuconej na Michała Anioła i wszystkich innych artystów, którzy urodzili się po nim. Ile w tym prawdy? Pewnie tyle, ile w nas podatności na tego typu ciekawostki.
Nie da się ukryć, bo wszystkie znaki na niebie i ziemi (tv, gazety, radio i sklepy) na to wskazują, że już jutro w ruch pójdą czerwone róże, sercowe maskotki, zakochane kartki, czekoladki i inne walentynkowe „symbole” miłości, a sprzedawcy, jak co roku zrobią na tym wszystkim niemały interes. Jakkolwiek by nie mówić o tym dniu – ustami jego przeciwników lub zwolenników, miłość od zawsze była wdzięcznym tematem – także dla sztuki.
Magazyn ekonomiczno – gospodarczy „Forbes” lubujący się we wszelkiego rodzaju rankingach i listach „naj” opublikował swego czasu listę dziesięciu najdroższych domów świata (właściwie należałoby nazwać je rezydencjami). Jest na co patrzeć i jest gdzie mieszkać, jeśli weźmie się pod uwagę chociażby pierwszą pozycję z listy i liczbę jej pokoi – 103. Luksus niekontrolowany?
Większość z nas, dla których święta Bożego Narodzenia mają jakąś magiczną moc, weszła pewnie już w całe to przedświąteczne zabieganie (oby nie szał) – porządki, zakupy, planowanie. Być może są już prezenty lub lada dzień będą. Trzeba je jeszcze jakoś zapakować i jest to świetna okazja, żeby na chwilę się zatrzymać i poczuć przyjemność z tworzenia – wielokrotnie sztuki, bo jak inaczej nazwać gimnastykowanie głowy i rąk przy ozdabianiu prezentów?
Tradycja bożonarodzeniowego drzewka zrodziła się w XVI wieku w Alzacji. Wtedy też iglaste drzewka uznano za symbol życia, odradzania się, trwania i płodności. Ozdabiano je jabłkami, pierniczkami, ciastkami w kształcie serc i papierowymi własnoręcznie wykonanymi ozdobami. Na gałązkach drzewek w wieczór wigilijny zapalano świeczki i wieszano „zimne ognie”. Tradycja kultywowana była przez lata (wzmocniona piosenkami o zielonym świerku – królu lasów) aż stała się popularna praktycznie na całym świecie. Czas sprawił jednak, że ludzie odeszli od tradycyjnego ubierania choinek i dziś drzewka zdobione są w przeróżny sposób. Co roku pojawia się także moda na konkretny styl i kolorystykę przystrajania iglastych drzewek.
Czy pojazd napędzany siłą mięśni osoby nim kierującej przy pomocy przekładni mechanicznej, wprawianej w ruch nogami, może konkurować ze środkami komunikacji miejskiej i samochodami? Wydaje się, że tak, a niektórzy nawet zdecydowali się na promocję rowerów wśród mieszkańców zakorkowanych miast. Art Marketing Syndicate w ramach projektu Galeria Plakatu AMS ogłosiło konkurs na plakat reklamujący i promujący podróżowanie rowerem pod hasłem „Myśl rowerowo”.