Być jak Steve Jobs
Nie wiem na którym stopniu wtajemniczenia w dziedzinę komputerów się znajdujecie, ale z pewnością zweryfikuje to znajomość (lub jej brak) nazwiska Jobs – Steve Jobs. Przyznać się muszę, że choć firma Apple była mi jak najbardziej znana, to niestety nie umiałam skojarzyć jej z żadnym nazwiskiem, a okazuje się, że to właśnie ten człowiek jest ojcem sukcesu soczystego Jabłka. Podobno bardzo kapryśny, miewający humory, trudny charakter i ogromny temperament. Ale być, jak Steve Jobs, to znacznie więcej – potęga kreatywności i umysłu. Czytaj więcej…
Jakbyście zareagowali na tego typu słowa: Słuchaj. Będę teraz twoim bogiem. Pozwól, że zabiorę cię w podróż poza kres twej wyobraźni. Pozwól, że opowiem ci historię. Ja na to poszłam, zwłaszcza, że ciekawe historie i zgłębianie nieznanych kultur (jako Europejski czytelnik) uwielbiam. Zamknęłam oczy i pozwoliłam, by Rabih Alameddine stał się bogiem bohaterów, który tworzy i niszczy, by prowadził mnie krętymi ścieżkami porządnych słów, uwodził tajemniczymi opowieściami i mistrzostwem mowy, bo w końcu każdy ma swoją opowieść, każda opowieść ma swojego mistrza. 
Są na świecie zjawiska i rzeczy, których czasem nie sposób ogarnąć rozumem, a które właśnie z tego powodu niezwykle intrygują i fascynują, np. opętania. Wiele już napisano na ich temat, a ostatnio głośno o nich w produkcjach filmowych i książkach. Warto jednak sięgać do dobrej literatury i klasycznych pozycji, wczytując się w najlepsze warsztaty literackie. W tematyce opętania i takich nie brakuje, zwłaszcza, że wydawnictwo Znak ruszyło ostatnio z serią “50 na 50″ (50 książek na 50-lecie Znaku), wskrzeszając w serii, m.in. wydanie książki Jarosława Iwaszkiewicza –
Krytykowi literackiemu Jerzemu Illgowi podobno już dawno żadna kobieta nie podobała się aż tak bardzo i nie chodzi o córkę farbiarza, co ma tupet i mężczyzn przegania, a o poezję rodzaju żeńskiego – poezję Anny Piwkowskiej, poezję zebraną w Farbiarce (wydawnictwo Znak, 2009). Naprawdę jest nad wyraz urodziwa.
Nigdy nie zrobiłam aż tylu kilometrów w poszukiwaniu jakiejś książki. Zawsze udawało mi się wypożyczyć pożądaną lekturę w bibliotece, ale nie w przypadku tej książki. Co tydzień wypytywałam panią bibliotekarkę, czy książka została już zwrócona. Za każdym razem słyszałam odpowiedź – zaraz sprawdzę, ale wydaje mi się, że wszystkie egzemplarze są jeszcze w wypożyczeniu i rzeczywiście tak było, a moja cierpliwość malała, zwłaszcza, że w głowie pozostał fragment recenzji – książka, która zmienia życie, a obok niej intrygujący cytat:
Nie przepadałam niegdyś za poetycznością Wisławy Szymborskiej nagrodzonej w 1996 roku przez Akademię Szwedzką za poezję, która z ironiczną precyzją pozwala historycznemu i biologicznemu kontekstowi ukazać się we fragmentach ludzkiej rzeczywistości. Wydawała mi się za mało lotna, za mało nowoczesna, za mało oryginalna, mnie niedotycząca, zbyt prosta – dziś z uporem maniaka szukam takich tekstów (bardzo “dotyczących”) i z przyjemnością sięgam po tego typu poetyckie perełki, jak najnowszy tomik (2009, wydawnictwo Znak)
Kiedy sięgałam na swoją książkową półkę po “Przeproś. Przewodnik gracza”, mając do dyspozycji kilka innych ciekawych tytułów, nie miałam jeszcze pojęcia kim jest autor, którego nazwiska za żadne skarby nie mogę zapamiętać i dlaczego na okładce widnieje taki tajemniczy znak.
Któż z nas nie zna przezabawnych i kojarzących się jednoznacznie z kabaretem “Mumio” reklam Plusa? Śmiem nawet stwierdzić, że wszyscy, którzy je oglądali nie pamiętają jaką telefonię reklamuje kabaret, ale że w reklamie występuje “Mumio” wiedzą prawie wszyscy. Niekoniecznie znamy członków grupy z imienia i z nazwiska. Jestem też pewna, że mało kto wie, że jeden z nich
Zawsze interesowało mnie co czuje, myśli, jak wewnętrznie reaguje na zewnętrzne bodźce osoba, która przebywa w śpiączce. Czy słyszy co mówią do niej inni, czy czuje bezsilność, gdy chciałaby odpowiedzieć, a nie może, gdy chciałaby krzyknąć jak jest jej źle, a ciało nie pozwala. Są osoby, które mocno wierzą w to, że ludzie pozostający w śpiączce czują obecność bliskich i słyszą wszystko, co dzieje się dookoła. Wierzył w to także Arno Bohlmeijer, który w książce “Do nowego anioła” przedstawił pewien bolesny fakt z własnego życia.